Wkurzała mnie ta standardowa plastikowa oprawka, w której oprócz oysterki trzymał także karty debetowe, kredytowe i inne drobne papiery, więc kupiłam mężowi skórzane etui. On natomiast wręczył mi dwie pary słuchawek do telefonu bo niszczę je w zawrotnym tempie… To nic że na kilka dni “przed”… Liczy się gest.
Tylko czy aby na pewno to wystarczające gesty na walentynki?
Z każdej strony słyszę pytania: “co planuję dać/zrobić partnerowi 14stego?”, “czy wiem co on planuje mi dać/zrobić?”, “gdzie pojedziemy, pójdziemy, zabierzemy siebie na wzajem?” i w tym wszystkim jest jeszcze jeden (najwyraźniej dla tubyców ważny) szczegół, a mianowicie “które z nas za to zapłaci?”. Równocześnie zewsząd nachodzą mnie wieści o tym jakie kto ma plany i jak świętował dzień zakochanych w latach poprzednich.
Zdając sobię sprawę z tego że to tylko faza przejściowa i po czwartku każdy wroci już do normalności, staram się dyplomatycznie milczeć, gdyż moje przemyślenia na temat dnia świętego walniętego są (jak mi to nie raz powiedziano) mało popularne. Swoją drogą nie mam czasem siły tłumaczyć się tym wszystkim zadziwionym ludziom że ważniejsze od nocy w drogim hotelu (jakby to romantyczne noce można było spędzać tylko w Savoyu), szampana którego nie pijam, sterty czekoladek od których się tyje, bukietów które i tak zwiędną, wycieczek-niespodzianek do Paryża (w którym byłam raz i obiecałam sobie że noga moja więcej tam nie postanie), czy Wenecji (która regularnie śmierdzi), są te drobne, nic nie kosztujące nas, bardzo codzienne gesty, spokój jaki ogarnia mnie gdy przytulam się do niego po męczącym dniu, jego dłoń głaszcząca moje włosy, śmiech - ten odbijający się w jego oczach, chwile kiedy wygłupiamy się, rżymy pustym śmiechem, idziemy przez park trzymając się za ręce…
Bo czasem najromantyczniejsza potrafii być wędrówka po Tesco, a najważniejsze - bicie czyjegoś serca tuż przy naszym uchu.
9 Komentarze
Ja nie obchodzę. Idea prezentów i wyznań z okazji sztucznego, komercyjnego święta jakoś mnie nie przekonuje. Mam prezenty i wyznania znacznie częściej, z powodów bliskich memu sercu i z okazji, które sami ustaliliśmy. Nieżyciowe?
choć zaręczyłam się w Walentynki i zawsze to jakaś rocznica.. nigdy nie wiem która… jakoś przechodzę obok tego święta obojętnie… zbyt Amerykańskie (czytaj niefajne i kiczowate)… pamiętam tylko z dzieciństwa, aby nie szyć w ten dzień…
pozdrawiam
Justynko zgadzam sié w stu procentach. Znacznie wazniejsze od tych sztucznie narzuconych sa te daty ktore z jakichs tam wzgledow maja dla nas znaczenie, ktore staja sie specjalne wlasnie dlatego ze sami je takimi robimy. A dzien milosci mozna obchodzic kiedykolwiek, chocby i codziennie.
Skem - szyc czy wyszywac? I czemu nie?
taki staropolski przesąd, że w świętego walentego się nie szyje i chyba nie pierze.. nie pamiętam dobrze,.,
Milosc powinno sie czuc caly rok, a nie tylko jeden dzien w roku.
A ja jutro właśnie pranie zaplanowałam :) “bicie czyjegoś serca tuż przy naszym uchu” - nic więcej.
Skem - pytanie tylko kto wierzy w przesady?
Zuziu - calkiem sluszny komentarz. Nic dodac nic ujac.
Aniu - wlasnie tego Ci zycze, takiego “nic wiecej”. P.S. Co to za zawirowania ostatnio u Ciebie? Jakies poranne niepokoje? Jakis rosol przy otwartym oknie?
…. :)
mam dokładnie takie samo zdanie, ale skoro już jest taki dzień, to wykorzystujmy go lepiej (niż tylko wręczając pluszowe serduszka, czekoladki, kartki)
pozdrawiam
http://esencja.wordpress.com
racja. skoro juz taki dzien przyjelo sie swietowac, mozna rownie dobrze wykorzystac go do dobrej zabawy i pomnazania radosci w zwiazku i poza nim. koniec koncow kazdy z nas w mniejszym lub wiekszym stopniu potrzebuje ciepla innych ludzi.
Wyślij Komentarz